wtorek, 16 maja 2017

Przegląd tanich rozświetlaczy


Nie wyobrażam sobie wykończenia makijażu bez użycia rozświetlacza. Ok,  nie zawsze mam czas i nierzadko mój makijaż to tylko puder i żel do brwi, ale gdy mówimy o pełnym makijażu to nigdy nie pomijam tego kroku. Highlighter nie tylko podkreśli szczyty kości policzkowych, rozświeltli cerę, ale i sprawi, że będzie wyglądała bardziej zdrowo i rześko.

Przygotowałam zbiorczą recenzję rozświetlaczy z mojego kosmetycznego kuferka. Znajdą się tu zarówno produkty pudrowe jak i o kremowej konsystencji.


Zacznijmy od Kobo Professional Highlighter Powder


Pudry występują w dwóch wersjach kolorystycznych.  Podobnie jak bronzery i pudry matujące zostały zapakowane w kwadratowe opakowania z porządnego, grubego plastiku. Zamknięcie typu zatrzaskowego wieczka na zawiasie. Jest ono przezroczyste, więc można podejrzeć wybarwienie produktu.



Są to subtelne rozświetlacze. W opakowaniu nie wyglądają jak połyskujące tafle. Dopiero na policzku zaczynają odbijać światło. Są bardzo gładkie, satynowe w dotyku.  Świetnie sprawdzają się za dnia, kiedy nałożone cienką warstwą dają delikatny efekt. Nie jest to produkt, którym stworzymy bardzo mocny, metaliczny błysk. Jak na rozświetlacze trwałość jest super. Po 7 godzinach nadal są widoczne na twarzy, choć z trochę mniejszą intensywnością.

Cena rozświetlacza to 19,90 zł w Drogeriach Natura.



Pudry rozświetlające Kobo występują w dwóch wybarwieniach:

309 GOLDEN LIGHT

Puder w kolorze, rozbielonego jasnego złota. Na policzku tworzy słoneczną, opalizującą poświatę.




310 MOONLIGHT

Ciężko jednoznacznie określić ten kolor. Ma w sobie odcienie beżu, różu i złota. Ja nazywam go szampańskim odcieniem. Na kościach policzkowych nałożony na granicy różu nabierze bardziej jasnoróżowych tonów.







Przejdźmy do rozświetlaczy My Secret.


Zacznę od starszego produktu i zarazem mojego ulubionego ze wszystkich czyli My Secret Face Illuminator Princess Dream.


Rozświetlacz znajduje się w  typowym plastikowym opakowaniu z transparentną przykrywką.  Sam kosmetyk ma wypiekany wygląd, mocno połyskujący, o wypukłej strukturze. Wygląda bardzo niepozornie, ale dzięki efektom jakie można nim uzyskać, może konkurować z kosmetykami z najwyższej półki.  Oszalałam na jego punkcie!



Odcień rozświetlacza ta metaliczny ciepły beż. Tworzy na kościach policzkowych efekt lustrzanej tafli. Jest bardzo intensywny. To produkt dla tych, którzy lubią mocne i widoczne rozświetlenie. Z pewnością nie można go nazwać subtelnym, widać go już z daleka - idealnie sprawdzi się w makijażu wieczorowym czy sesyjnym.



Dla porównania, na zdjęciach poniżej, pokazuję jak wygląda "tafla" przy nakładaniu pędzlem (lewa strona) oraz opuszką palca.


Tutaj rozświetlacz  Princess Dream użyty w makijażach:





Przejdźmy teraz do jego młodszego brata  w odcieniu Sparkling Beige.


Patrząc na oba produkty można dostrzec pewne różnice w ich strukturze. Princess Dream to typowy wypiekany produkt, natomiast Sparkling Beige wydaje się być bardziej satynowy i nie migocze aż tak mocno. To trochę subtelniejszy produkt, ale nadal tworzy efekt tafli, choć nie jest to typowo metaliczny blask.  Sam kolor jest bardziej różowy niż beżowy - mogę go nazwać jasnym szampańskim różem.

Oba rozświetlacze można kupić w Drogeriach Natura za 15,99 zł.


Rozświetlacz Rival de Loop z Rossmanna



Szukałam kiedyś rozświetlacza. Takiego mocnego, by mocno się błyszczał. Najlepiej różówego.  Zaciekawiło mnie coś w ofercie bodajże Make Up Factory.  Był taki jak chciałam i  kosztował ok. 25 euro. Postanowiłam się jeszcze trochę rozejrzeć i trafiłam do Rossmana. W szafie Rival de Loop znalazłam wypiekany rozświetlacz. Wyglądał identycznie jak ten z Make Up Factory i  dawał taki sam błysk. Jego koszt ... 2 euro! Ten produkt nie daje efektu tafli, a raczej rozproszony, ale nadal mocny błysk. Jak wszystkie perłowe produkty nie  utrzymuje się przez cały dzień i po kilku godzinach trochę "przygasa". Warto jednak zwrócić na niego uwagę.







Porównajmy teraz wszystkie rozświetlacze pudrowe. Od lewej są to swatche:


Kobo Professional Highlighter Powder nr 310 Moonlight

Kobo Professional Highlighter Powder nr 309 Golden Light
Rival de Loop
My Secret Princess Dream
My Secret Sparkling Beige







Pora na produkty kremowe. Używam ich raczej sporadycznie. Zdecydowanie wolę pudrowe rozświetlenie. Zacznę od rozświetlacza z Virtual.




Chyba już niedostępna podwójna paletka.  Oprócz  rozświetlacza zawierała łososiowy kamuflaż. Miał bardzo kiepskie krycie, ale dawał efekt wypoczętej skóry. Rozświetlacz nadal męczę, ale ze wszystkich kremowych jest najczęściej używany. Jasny, biały, perłowy.  Zawiera mnóstwo błyszczący drobinek i nie tworzy tafli, ale rozjaśnia i rozświetla wyraźnie.




Kosmetyk do rozświetlania twarzy My Secret Face Strobbing




W tym małym słoiczku znajduje się kremowy rozświetlacz, którego konsystencja podczas nabierania palcem zmienia się w mus. Najlepiej aplikować go poprzez wklepywanie, co da najbardziej równomierny efekt. Rozcieranie może być tutaj trochę ryzykowne, jeśli używamy go na pomalowaną już skórę. Jego kolor bardzo przypomina megapopularny wypiekany rozświetlacz z tej samej firmy, ale efekt jest dużo bardziej subtelny. Oczywiście krycie można stopniować, ale nadal będziemy poruszać się w obszarze bardziej delikatnego rozświetlenia i nie uzyskamy błyszczącej tafli, którą ja uwielbiam w pudrowym produkcie. Wielu z Was na pewno jednak taki efekt wystarczy, w końcu nie bez powodu kosmetyk ten uzyskał nagrodę magazynu Glamour, więc pewnie nieźle się sprzedaje.





Rozświetlacze do powiek w kredce My Secret  I Love My Style Highlighter




To kremowe rozświetlacze zamknięte w drewnianej kredce, którą z łatwością można temperować.  Rysik średniej grubości z zaokrągloną końcówką. Sztyft miękki, kremowy, gładko sunący po powiece, zostawiający na niej solidne porcje produktu. 
Mamy tutaj dwie wersje kolorystyczne: białą oraz beżową. Obie mocno perłowe.  Ich intensywność można stopniować od transparentnego połysku do mocnego krycia. Dobrze się rozcierają na powiece. Można je stosować jak zwykły rozświetlacz w kąciku bądź pod łukiem brwiowym. Inne zastosowanie - baza pod cienie, zwłaszcza pod te jasne, perłowe. Lepiej będą się trzymać i doda im to połysku.






I jeszcze raz dla porównania. Od lewej: Virtual, My Secret Face Strobbing oraz kredki:





8 komentarzy:

  1. Te rozświetlacze z Kobo strasznie się odcinają na twarzy, najbardziej spodobały mi się te od My Secret :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Muszę spróbować tych od My Secret za jakiś czas, bo w sumie mam obecnie aż jeden rozświetlacz, który jest OK (z pozostałych jeden rozwalony i jeden za zimny XD), a coś mi w nim ostatnio nie gra.

    OdpowiedzUsuń
  3. piękne, ja używam najczęściej lili lolo oraz sleeka

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam "Princess Dream", ale moim absolutnym ulubieńcem jest kultowa "Mary Lou-Manizer" i to właśnie po nią najczęściej sięgam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie mam ani jednego, ale niektóre zwróciły moją uwagę :) Muszę kupić! :)

    OdpowiedzUsuń
  6. ja uwielbiam the balm mary lou i warto w niego inwestować, bo starczy na długi czas :)

    _______________
    PorcelainDesire ♥

    OdpowiedzUsuń
  7. Znam starszy Face Illuminator i bardzo lubię :D

    OdpowiedzUsuń