poniedziałek, 6 lutego 2017

Nyx Shine Killer & Nyx Pore Filler


Nie jestem zwolenniczką codziennego stosowania bazy pod makijaż, jeżeli stan skóry nie wpływa na efekt końcowy makijażu. Śmieszą mnie 20-latki, jak nie nastolatki, które codziennie nakładają na twarz silikonową bazę. I niby co ten silikon ma im wypełnić, skoro mają gładkie twarze? Baza to taki krok między pielęgnacją a makijażem, więc należy ją zawsze dostosować do potrzeb skóry, a nie traktować "byle była i nie ważna jaka".  Do niedawna używałam bazy dosłownie kilka razy w roku. Dawałam kroplę silikonu pod mocno zastygły kamuflaż, by móc go łatwiej rozprowadzić bądź  używałam jej, gdy gdzieś na twarzy pojawiło się sporo suchych skórek, np. na nosie po chorobie. W innych przypadkach po prostu pomijałam ten krok.



Od jakiegoś czasu męczę się jednak z mocnym świeceniem nosa. Już 30 minut po wykananiu makijażu, muszę się znów pudrować.  Podkład się w tym miejscu nie chce trzymać skóry.  Do tego ciągła obecność okularów korekcyjnych na moim nosie powoduje, że cały fluid ściera się, zjeżdża do dołu i po kilku godzinach jago nadmiar zbiera się po bokach nosa, podczas gdy na czubku nie ma nic. Zdecydowałam się w końcu kupić bazę matującą.  Dość spontanicznie sięgnęłam po Nyx Shine Killer. Przy okazji  kupiłam też stojącą obok bazę wypełniającą pory.

Obie bazy znajdują się w płaskich tubkach o pojemności 20 ml.  Ich cena w Polsce to  52 zł.
Można je nakładać na czystą skórę, pod podkład lub na makijaż.



Nyx Shine Killer.

Pod względem konsystecji bardzo przypomina silikonowe bazy i skład też ma bardzo podobny. Nadaje również taki sam efekt gładkości. Łatwo się go rozprowadza, miękko sunie po skórze.  Bezpośredni po nałożeniu na czystą skórę, szczerze mówiąc nie widzę efektu matowienia.  Zmienia się jednak coś w optycznym wyglądzie skóry, światło odbija się jak w iiny sporób, co zmniejsza widoczność porów na nosie. Po nałożeniu makijażu i upudrowaniu twarzy odczuwam jednak efekty matowienia. Mój nos nie zaczyna się  świecić po 30 minutach jak to zwykle bywa. Po 4 godzinach makijaż jest nadal w idealnym stanie. Po 5 godzinach zauważam, że na skrzydełkach nosa podkład zaczyna się przeżerać z sebum. Po 6,5 godzinach decydują się na przypudrowanie nosa, bo skrzydełka zaczynają już świecić,a na czubkunosa podkład zbiera się w porach. Zanim pudruję, dokładam kolejną porcję bazy i tym razem mat trzyma się jakby lepiej. Trzeba przyznać, że nie jest to baza, która zmatowi skórę na cały dzień. Bez poprawek nie utrzyma matu od rana do świtu, dla mnie robi jednak ogromną różnicę w porównaniu do tego co dzieje  się bez bazy.   Po jej zużyciu, zwrócę się jednak w stronę innych produktów matujących. Być może trafi się coś lepszego.




Nyx Pore Filler

To baza o konsystencji lekkiego musu, mająca za zadanie zniwelować widoczność porów.  W przeciwieństwie do Shine Killer, ta okazała się ideałem. Trzeba tylko odpowiednio ją zaaplikować. Nie można jej rozcierać tak jak zwykły krem, bo wtedy nie wypełni porów, Należy ją wtłoczyć w zagłębienia skórne poprzez wklepywanie opuszkiem palca. Efekty widać od razu po nałożeniu na czystą skórę, po nieważ baza nie tylko wypełnia pory, ale również optycznie maskuje, dzięki beżowemu zabarwieniu.  Jeżeli stosuję ją z makijażem to zawsze nakładam na podkład, nigdy pod. Mam wrażenie, że wszystkie te czynności związane z aplikacją podkładu w jakiś sposób wypychają bazę z porów.  Znacznie lepsze efekty uzyskuję nakładajac ją na podkład, przed przypudrowaniem.



1 komentarz: